piątek, 16 maja 2014
czwartek, 15 maja 2014
the three suns.
słucham piosenek i wydaje mi się, że kiedyś będę z nim tańczyć. na jakiejś polanie, albo tuż obok lasu, na łące. w długiej spódnicy. nic nie widzę oprócz zielonej trawy, moja spódnica faluje, a on jest obok. czuję taką bliskość, że zastanawiam się kim tak na prawdę jestem. czy trawą, którą mam pod stopami, czy słońcem, czy nim.
może jestem tym wszystkim na raz, pełnią pełni. nie jestem ani kimś ani czymś.
czwartek, 17 kwietnia 2014
śnienia.
nie wiem kim jestem. naprawdę nie wiem kim jestem. kiedyś wiedziałam. kiedyś miałam cały świat marzeń, wizji, snów, które budziły moje fascynacje.
czułam się doceniona, piękna, szczęśliwa, nieprawdopodobnie fascynująca.
życie nauczyło mnie, że miłości nie ma. a jeśli jest trwa chwilę. ludzie nudzą się sobą. piękna nie ma. a jeśli jest to tylko na chwilę. czas przepływa przez palce tak niesamowicie szybko. nic nie jest w stanie go powstrzymać, podobnie jak życia.
wszystko się zmienia, nie ma stałości. a jednocześnie wszystko wygląda tak samo. tak samo jak człowiek. chciałbym być dla siebie kimś ciągle nowym.
fascynacje się kończą. życie przemija płowiejąc, jak starzejąca się skóra.
zapach wiosny, który się już dobrze zna jest taki smutny.
sen jest taki sam. podobnie jak łóżko w którym się śpi. wszystko ginie, wszystko umiera
ale co przychodzi po tym wszystkim?
uświadamiam sobie, że to tylko pustka.
to, co można mieć w sobie, to wspomnienie.
/to takie smutne wiedzieć, że nie ma ludzi niezastąpionych. że ktoś kiedyś i mnie zastąpi, że w czyimś życiu już ktoś napewno mnie zastępuje. to takie smutne. że miłość zawsze się kończy. że wszystko kiedyś się kończy.
i jest tylko tęsknota, za byciem sobą z jakiegoś momentu życia. za uczuciami, którymi się przepełniało, wtedy jeszcze żywe serce.
witamy w dorosłości, ado.
niedziela, 6 kwietnia 2014
czwartek, 27 marca 2014
sobota, 15 marca 2014
icebergs.
całuję nieskazitelny kryształ lodu. zimny, blady, o nieokreślonym kształcie. czuję jak roztapia się od moich gorących ust. zasypiam przy nim, w chłodzie, a gdy się budzę, widzę, że lód wcale się nie roztopił. zastanawiam się czy kocha mnie, mimo, że wydaje się być taki zimny. nic się nie zmienia. ciągle całuję ten sam niemy kształt, ciągle pytając się siebie o to czy i ja i on istniejemy na prawdę. chyba muszę go kochać, skoro do tej pory nie uderzyłam całą swoją mocą, żeby rozbić to szklane piekło. czekam na słońce, może zaświeci dla mnie mocniej, i samo stopi lód, który tak mocno pokochałam. wtedy nadejdzie czas, że będę gotowa pokochać ciepło. podczas, gdy jestem pewna, że w środku od dawna bardzo mocno płonę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





